Zombicide!

Pyszczki Drogie, powróciłam.

Tak, wiem, waliliście drzwiami i oknami, reklamodawcy z żałości aż poszli do Kominka (no bo jak mnie nie ma, to komuś trzeba iść kasę wcisnąć siłą do portfela), rozesłano listy gończe na Twitterze, Instagramie i Ask.fm.

Szczególnie na Ask.fm.

Ja tymczasem intensywnie się Pyrkonowałam, to znaczy pojechałam na największy w Polsce konwent fantastyki Pyrkon w Poznaniu. O tym, jak przeciskałam się przez kilkunastotysięczny tłum, jak nie udało mi się dostać na wybrane prelekcje, jak pieniądze wypływały wartkim nurtem z mego portfela i co do tego wszystkiego mają gołe baby, kostki i bycie kobietą w świecie fantastycznym – kolejnym razem.

Dzisiaj zaś pierwszy, założony już dawno temu tekst z serii: Wstaw tytuł – w jaką grę chcesz dzisiaj zagrać? I jako, że klimat niezwykle pasuje do mojej aktualnej lektury (zerknijcie na prawą szpaltę), przed nami dzisiaj…

Źródło: Guillotine Games

Źródło: Guillotine Games

TO przyszło na nas niespodziewanie.
Przynajmniej mnie się tak wydaje, chociaż zarośnięty, przepocony brodacz w okularach twierdzi, że zawsze wiedział, że ta chwila nadejdzie.
Nie do końca mu wierzę, wygląda na nieźle pokręconego i do tego kiepsko pachnie.
Jest nas tutaj szóstka: brodacz, zmęczony życiem korpoludek, policjant, gotka, która wygląda na taką, co ma zaraz podciąć sobie żyły, gość z szemranej dzielnicy, przy którym instynktownie zaczynam mocniej trzymać się za kieszenie i ja – kelnerka na wrotkach. Każdy z innej bajki, do tego zaopatrzeni w jakieś śmieszne patelnie i łomy. Nasz cel – przebrnąć przez korytarze, wydostać się z budynku, znaleźć zapasy i uciekać, ile sił w nogach. A przy okazji zabić je wszystkie.
Nadeszła Zombie Apokalipsa i to jest właśnie ten moment, kiedy naprawdę doceniasz swoje wrotki. Albo piłę mechaniczną.

Zombicide jest kopiastą (waży ok. trzech kilogramów) grą kooperacyjną z serii: bij, zabij, przetrwaj (a przy okazji zrealizuj misję). Jeśli zastanawiacie się, czym jest gra kooperacyjna, już śpieszę z wyjaśnieniami – w tego rodzaju planszówce gracze jednoczą swe siły, by zrealizować wspólny cel a ich głównym przeciwnikiem jest mechanika gry, która rzuca kłody pod nogi. Inaczej mówiąc – nie gnoimy się wzajemnie, lecz próbujemy wspierać, by spełnić warunki zwycięstwa. Jeżeli po drodze ktoś zginie – żegnamy z honorami (na tyle, na ile pozwalają nam na to wygłodniałe zombie) i bez szczególnej ckliwości dalej realizujemy plan. Jeśli nam się uda i zwyciężymy – wygrywa również martwy kumpel. Jeśli nie – cóż, przynajmniej próbowaliśmy.

Otwierając wielgachne pudełko naszym oczom ukazuje się:

  • 9 dwustronnych kafelków planszy (z nich będziemy układać właściwą planszę, na której odbędzie się rozgrywka)
  • 6 figurek naszych bohaterów, każdy w innym kolorze wraz z kartami postaci
  • 65 figurek zombiaków. Znajdziemy tam: Abominację (wielki, najeżony zombiak, który bardzo pragnie się zaprzyjaźnić. Bardzo), Spaślaki (tłuste, ale zawsze z towarzystwem), Szwędacze (cecha charakterystyczna to koślawy chód i wykrzywiona morda) oraz Łowców (coś jak zakapturzone dresy, do tego szybko biega).
Ekipa i zombiszcze. Źródło: Rebel.pl

Ekipa i zombiszcze. Źródło: Rebel.pl

  • karty ekwipunku. Znajdziemy tam wspomnianą piłę mechaniczną, obrzyny, karabin ale również wielce przydatne worki z ryżem czy konserwy. Czasem z czegoś, co wyglądało na stos starych szmat wypełznie zaspany i głodny zombiak. Ups.
  • instrukcję obsługi gry, w której znajdziemy 10 podstawowych misji o różnych poziomach trudności (a dużo więcej dostępnych jest w Internecie za darmo! Super, komu misję, komu!)
  • stos innych znaczników (hałasu, stref namnażania, drzwi, celu, itp.) i kart ran, które wraz z figurkami, kafelkami i innymi przyjemnościami składają się na cenę tego maleństwa.

No dobra, mamy figurki, karty i inne bajery. Ogólnie urabura dzikie węże za trzysta złotych. Jak się w to gra?

Przede wszystkim trzeba dobrze przeczytać instrukcję.
Serio, w przypadku Zombicide odrobinę odpada wersja: A, rozkładamy! Będziem doczytywać w trakcie!
Zaufajcie mi, to nie zadziała. W moim przypadku taka nonszalancja doprowadziła do tego, że pierwsze dwie, trzy rozgrywki wydały nam się banalnie proste. Coś zabiliśmy, zdobyliśmy jakiś znacznik celu, koniec gry. Pierwsza moja myśl – jak to?! Czy to Ghost Stories tak mnie rozpuściło, że każda gra kooperacyjna, w której nie umieramy w trzeciej turze, jest taka łatwa? Czy jeśli poziom trudny był taki łatwy, gra będzie się kurzyć na półce? Czy moje trzy stówy mają się kurzyć na półce?!

A potem doczytaliśmy instrukcję i w kolejnej partii nas zjedli 😀

Na tym zdjęciu macie: rozłożoną planszę, karty postaci i rękaw Maćka (gdzie jest Wallie?)

Na tym zdjęciu macie: rozłożoną planszę, karty postaci i rękaw Maćka (gdzie jest Wallie?) Z czerwonych kartoników pod koniec tury wychodzą zombie.

W Zombicide grać może od jednej (Forever alone) do sześciu osób. Wybieracie misję, rozlosowujecie bohaterów. W każdym scenariuszu znajdziecie dokładny opis, których kafelków trzeba użyć, ile jest stref namnażania zombie, jakie macie warunki zwycięstwa. Następnie losowo otrzymujecie kilka przedmiotów na start. Phil policjant zawsze zaczyna z pistoletem, pozostali zadowolić się muszą łomem, drugim pistoletem albo wielofunkcyjną patelnią. Spokojnie, na koktajle Mołotowa przyjdzie jeszcze czas.

W swojej turze możesz wykonać trzy akcje: przeszukać pomieszczenie, ruszyć się, otworzyć drzwi (jeśli masz czym), wymienić się ekwipunkiem (np. zamienić patelnię na patelnię), przeorganizować ekwipunek, zgarnąć znacznik celu oraz oczywiście zabić jakiegoś zombiaczka. Zabijamy, rzucając kostką sześciościenną i porównując wynik ze statystyką naszej broni. Walczysz obrzynem? Rzuty na 3, 4, 5, 6 zadają jedną ranę (co wystarczy na Szwędacza). W Twojej dłoni chwilowo jedynie patelnia? Rzucając 6 uderzasz patelnią zombie w łeb tak mocno, że nie ma czego zbierać. Wszystkie rzuty mniejsze niż 6 sprawiają, że lepiej zawołać policjanta Phila na pomoc.

Widzicie ten czarny suwak zaczepiony o kartę Wandy? Za jego pomocą zaznaczacie każdego kolejnego ubitego nieumarłego. Jeden zombie to jeden punkt do przodu na pasku poziomu zagrożenia. Suwak przesuwa się z koloru niebieskiego, przez żółty, pomarańczowy aż wreszcie kończąc za czerwonym. Co to oznacza?

Kiedy kolejka wszystkich graczy przejdzie (każdy wykona swoje akcje), zaczyna się tura zombie. Po pierwsze, zombiaki na planszy poruszają się o jedno pole do przodu, w kierunku największego źródła hałasu (jednym „znacznikiem” hałasu jest każdy bohater, oprócz tego hałas generują oznaczone bronie typu pistolet – niestety bez tłumika – czy siekiera podczas rozłupywania drzwi). Jeśli na początku swojej tury zombie znajduje się na polu wraz z graczem – kąsa! Rana jest nieunikniona, a jeśli oberwiesz dwa razy, już po Tobie.  Ale to nie wszystko!
Pamiętacie strefy namnażania zombie? Dla każdej z nich ciągniemy ze stosu zombie kartę. Karta ta mówi nam, ile nowych figurek zombie „wyjdzie” z danej strefy namnażania. Uzależnione jest to od najwyższego osiągniętego dotychczas poziomu zagrożenia. Jeśli więc wszyscy gracze są na niebieskim (mało zabitych zombie), to z danej strefy mogą wychynąć jeden, no, góra dwa przyjemniaczki. Ale wystarczy, że jeden gracz osiągnie poziom żółty – już wszystkie strefy rozpatrujemy według żółtego poziomu zagrożenia. Czyli zombiaczków wychodzi np. pięć sztuk.
Zabrakło figurek i nie ma kogo wystawiać? Ojoj, biedaki. Skończyli się Łowcy? Wobec tego pozostali zwietrzyli wasz zapach – WSZYSCY Łowcy na planszy dostają z marszu dodatkową turę. Auć!

Nie jest jednak aż tak źle, dajcie spokój, w końcu to tylko apokalipsa. Każdy bohater startuje z jakąś przydatną umiejętnością. Wanda porusza się o dwa pola w jednym ruchu, Ned ma dodatkową akcję przeszukiwania (czyli może gmerać w stosach dwa razy w swojej turze), Josh nawet przyparty do muru przez zombiaka potrafi się wymknąć. Wraz ze wzrostem poziomu zagrożenia (oraz ilości zombie na planszy), bohaterowie zyskują kolejne umiejętności. Także ewolucja gatunku ludzkiego postępuje.

Gra kończy się, kiedy wszyscy umrzecie (ha, ha, ha) lub też uda Wam się osiągnąć cel misji. Wtedy można sobie pogratulować i pomarzyć, że w trakcie prawdziwej Zombie Apokalipsy też bylibyście takimi rzeźnikami, miast szybko skończyć jako wariacja na temat tatara (w wersji dla nieumarłych).

Okej, mam ogólny ogląd sytuacji, zawartości pudła i przebiegu rozgrywki. Dlaczego miałoby mi się to spodobać?

Jeszcze pytasz?!

Za Tobą Walking Dead – będziesz zachwycony/a. Nie masz pojęcia, co to za serial – nie szkodzi. Ja nie oglądałam, a i tak bawiłam się świetnie. Zombicide to gra z jajem, z przerysowanymi postaciami czerpiącymi z popkultury, z wyobrażeń na temat Zombie Apokalipsy i tego, co może się okazać przydatne (typu jazda na wrotkach z piłą mechaniczną).

Są gry, które rozbijają małżeństwa i niszczą przyjaźnie. To gry z negatywną interakcją, gdzie Twoim głównym celem będzie napsucie krwi pozostałym graczom. Zombicide do tych gier nie należy. Tutaj działacie wespół, zespół, razem próbując zrealizować warunki misji. Przy stole więc raczej usłyszysz debaty typu „Daj mu ten pistolet, a weź od niego siekierę, bo szybciej się poruszasz i w kolejnej turze otworzysz nam drzwi” niż „Ty świnio, czaiłam się na tę prowincję od trzech tur, z nami koniec, wracam do rodziców”. 

Zapoznanie się z instrukcją pochłonie te dziesięć, piętnaście minut ale same zasady są bardzo proste i łatwe do wytłumaczenia nowym graczom.

Możesz grać samodzielnie. Masz wtedy po prostu wszystkich bohaterów pod kontrolą, a dyskusję o kolejnych posunięciach toczysz z wylizującym się pod ogonem kotem.

To solidnie wykonana gra. Plastikowe figurki ładnie się prezentują, kafle, z których budujemy planszę są z wytrzymałego kartonu. Polecam zainwestować w koszulki na karty, bo te jak zawsze przy tasowaniu lubią się niszczyć.

Dziesięć scenariuszy macie na start, cała masa jest dostępna za darmo w Internecie. Za darmo, co przy niemałej cenie gry jest faktem godnym zaznaczenia.

Klimat. Od grafik, przez tłumaczenie, po sam pomysł. Wcielasz się w jednego z niewielu, którzy przetrwali pojawienie się zombie. Twoje zadanie – przeżyć. A przy okazji skopać im tyłki i naprawdę dobrze się bawić.

Wydawca nie próżnuje. Już teraz dostępny jest dodatek Toxic City Mall (Zombie w centrum handlowym) oraz drugi sezon Prison Outbreak (zaskoczę Was: chodzi o więzienie) z całkiem nowymi bohaterami, misjami, kafelkami planszy, kartami, typami zombie… Oprócz tego czeka na Was kilka mniejszych zestawów figurek i zapowiedzi sezonu trzeciego. Radzę już zacząć zbierać pieniądze.

Masz możliwość obserwowania zombie w ich naturalnym środowisku – kiedy czują się bezpieczne i kochane, tańczą swawolnie trzymając się za rozpadające się łapki. Żadna inna gra Ci tego nie da.

Tańczymy labada, labada, labada...

Tańczymy labada, labada, labada…

Dla mnie Zombicide ma to coś, co sprawia, że uśmiecham się zalotnie (czytaj: dostaję napadu mrugania i zmuszam swe usta, by przestały na chwilę wyrażać pogardę dla świata) i próbuję namówić znajomych do gry za każdym razem, kiedy jest na to okazja. Czy to jest gra, przy której spędzisz długie godziny? Nie. Gra, przy której musisz kontrolować ekonomię, strategię, dyplomację, wojskowość? Też nie. Gra przy której dostaje się radosnej głupawki znajdując w stercie starych szmat butelkę i kanister z benzyną?

Zdecydowanie.

Reklamy

Dodaj coś od siebie

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s