Ludzie w pociągach, czyli z kamerą w PKP

Mam charakterystyczny rodzaj szczęścia w życiu.

Oglądając okolicę zawsze trafiam wzrokiem na jakiegoś pana obsikującego krzaki/mur/chodnik/drzewo/latarnię miejską. Zawsze.
Do autobusu wsiada pijany gość. Zakład, że przysiądzie się do mnie?  Podobnie mam w knajpach, nawet kiedy siedzę przy stoliku z Maćkiem – zawsze przysiada się jakiś koleś, wpatruje się we mnie mętnym wzrokiem, po czym serwuje mądrości: „Ja zawszee szanuję kobiety. Zawsze. I ty (tutaj znaczące spojrzenie na mojego towarzysza) też szanuj swojoom kobietę”.

Zawsze tak samo. To chyba dostaje się w genach – ja swoją porcję prawa przyciągania dostałam w spadku po mamusi.

Co to ma wspólnego z PKP? Wszystko! Z racji mojego podróżniczego trybu życia często przemieszam się po Polsce za pomocą kolei. Zazwyczaj podróż przebiega spokojnie i bez zakłóceń, jednakże kiedy w wagonie znajduje się jakiś ciekawy przypadek homo nie-bardzo-sapies, Wszechświat i wszelkie inne rozmyte tożsamościowo moce kierują go w moją stronę.

A ja to wszystko zapamiętuję. I żyję z tym potem.

Jakież to przypadki spotkać możecie (jeśli jesteście mną) w PKP?

1. Katolik

Przygoda rodem z połączenia Warszawa – Opole. Siedzę w przedziale z trzema sympatycznymi panami (sympatyczność wnioskuję po tym, że każdy zajął się swoimi sprawami i nie próbował nawiązać kontaktu). Nagle drzwi się otwierają i staje w nich On. Ma na sobie czapkę i trochę poplamione ubranie. Pan podróżujący różnymi trasami, przeróżnymi pociągami. Cel – jeden niezmienny.

– Drodzy państwo, chrześcijanie! Przychodzę do was z katolicką prośbą, cobyście jak samarytanie miłosierni poratowali i wsparli, dając trochę pieniędzy – mówi Katolik, uśmiechając się spod zarostu i wyciągając czapkę w kierunku moich współtowarzyszy.

Siedzę pod oknem, zdjęłam okulary. Patrzę na Katolika swymi krótkowzrocznymi oczami, a próba zrozumienia komunikatu wzywającego mnie do jałmużny połączona z próbą dojrzenia, kto zacz sprawia, że wyglądam zapewne tak:

Źródło: Tumblr

Źródło: Tumblr

Panowie milczą, ja też, albowiem nie mam innych pieniędzy prócz plastikowych, a tymi nie sposób się podzielić w pociągu. Jeden z panów zaczyna nieśmiało „Nie możemy chyba nic pomóc” ale Katolik niezrażony natychmiast go zagłusza donośnym odśpiewaniem kościelnej pieśni „Cóż Ci Jezu damy…”

…Za Twych łask strumienie.

– To jeśli nie chcecie dać po chrześcijańsku pieniędzy, to chociaż po katolicku jałmużnę ofiarujcie i dajcie mi coś do jedzenia. – Kontynuuje po urwaniu pierwszej zwrotki pieśni.

Kolejny pan informuje Katolika, że niestety, ale dosłownie piętnaście minut temu wszyscy spożyli swoje kanapki, albowiem jedziemy od Warszawy, już jesteśmy na Śląsku a za nami postój związany z remontem torów. Więc zgłodnieć już zgłodnieli wszyscy, a te zgłodniałe jednostki już swój pociągowy lunch pożarły. Zaprawdę, powiadam Wam, tak właśnie było.

Katolik krzywi się i marszczy brwi, po czym wlepia we mnie oczy i wykrzykuje ze złością:

– A pani ma kanapki, tylko się pani nie chce podzielić! Pani nie jest katoliczką, pani Boga nie ma w sercu! – Po czym z emfazą trzaska drzwiami do przedziału i podąża dalej, w otchłań wagonu.

Gdybym była zgłodniałą jednostką po lunchu, te kanapki zapewne podeszłyby mi do gardła. Zamiast tego brzuch zaburczał tylko żałośnie, czyniąc sytuację jeszcze bardziej idiotyczną.

Sposób na Katolika: robić minę zafrasowanego susła (patrz wyżej) i czekać na rozwój sytuacji.

2. Polak 

Wiadomo, że jak katolik, to i Polak. Polaki (w odróżnieniu od Polaków, którymi również sa) w pociągach występują w dwóch formach: Polaki-lemingi i Polaki-bogoojczyźniane.
Oba typy cechuje silna potrzeba poruszania tematyki politycznej, przy czym charakteryzują się wszechwiedzą ze wszelkich dziedzin życia. Trochę jak blogerzy 😉

Przychodzi ten moment w podróży, kiedy Polak opiera rękę na kolanie, pochyla się w moją stronę, oblizuje spierzchnięte wargi i pyta:

– Gdzie to pani jedzie? Pewnie do domu ze studiów? Albo do kolegi?

Odpowiadam grzecznie, że nie, że jadę w sprawach służbowych (to zawsze sprawia, że w oczach rozmówcy zaczynam wyglądać na swój wiek, a nie na drugą klasę gimnazjum)

– Aha. A słyszała pani, co też ten Kaczyński/Tusk* opowiadał ostatnio? Pani! Ja to myślę….

Tutaj rozmowa rozwija się na dwa sposoby.

Polak-leming zazwyczaj traktuje mnie opowieścią, jak to Kaczyńskiemu poprzewracało się w głowach, że Macierewicz zwariował i że powinni zacząć sobie hodować brzozy przed domem, skoro tak ciągle o nich myślą. A w ogóle to pasożytują na normalnych, pracujących ludziach. Ci bezrobotni, matki dzieciom, pielęgniarki tfu! I że zaścianek, ciemnota, bieda intelektualna. Nie to co my (nie wiem, kim są My, jak dotąd nie spotkałam).

Polak-bogoojczyźniany stwierdza, że Komorowski to właściwie Komoruski i że zdrajca narodu. Razem z Tuskiem, oczywiście. I całą tą kolorową bandą zwyrodnialców. „A pani to przypadkiem nie jest ta kolorowa? Nie…chyba nie” – odpowiada sam sobie, patrząc na moje ciemne ubranie. Zaiste, w tym wydaniu bliżej mi do księży, także chyba jestem bezpieczna.

* niepotrzebne skreślić

Sposób na Polaka: gdy przypuszczasz, że możesz spotkać się z ofensywą – zawczasu załóż słuchawki. Udaj, że śpisz. Uparcie wpatruj się w okno, żeby nie podchwycić spojrzenia. Ewentualnie podejmij dyskusję.

Źródło: Tumblr

Źródło: Tumblr

Niezależnie od Twoich poglądów – będzie ciekawie.

3. Wolność Tomku w mym przedziałku

Najnowszy nabytek w kolekcji „przedziwni współpasażerowie”. Spotkałam tę panią wsiadając do pociągu relacji Katowice-Kielce. Egzemplarz ten cechuje głębokie przekonanie, że gdziekolwiek przebywa, tam jest i dom jej. Skutkuje to następującymi zachowaniami:

  • zdjęcie butów i siedzenie z gołymi stopami, prezentując co najmniej nieświeży pedicure (i równie nieświeże, sądząc po zapachu, stopy)
  • klejenie tipsów w trakcie jazdy
  • piłowanie tipsów w trakcie jazdy, zdmuchując pył na współpasażerów
  • nieustające siąkanie nosem i wciąganie jego zawartości
  • stanie nad współpasażerką (w tej roli głęboko zszokowana starsza pani) i układaniem piesi w staniku, korzystając z lustra wiszącego nad współpasażerką
  • wypinanie pośladków w kierunku współpasażerki podczas korzystania z lustra (w tej roli głęboko zdegustowana ja) i podciąganie nieustannie opadających biodrówek
  • ułożeniu się na trzech miejscach w celu zrobienia sobie drzemki
  • głośne ziewanie z otwartymi ustami
  • szturchaniu stopami współpasażerkę (znów ja) podczas szukania wygodnej pozycji. A później te stopy już tak zostały. Tuż przy moich udach. Z pozdzieranym lakierem na paznokciach. Pachnące naturalną perfumą.

Sposób na „Wolność Tomku w swym przedziałku” : odkąd PKP wprowadziło miejscówki – przesiadanie się do innego przedziału nie jest już takie proste. Zawsze można edukować, wiecie, „wolność jednego człowieka kończy się…” i takie tam. Dla zdesperowanych polecam wersję hollywoodzką:

Gdybym mogła wizualizować swoje myśli, to wyglądałyby tak. Źródło: Tumblr

Gdybym mogła wizualizować swoje myśli, to wyglądałyby tak.
Źródło: Tumblr

Wysiadłam w Kielcach, oczadzona i z głębokim niedowierzaniem, że takie jednostki chodzą po świecie. Pani „Wolność Tomku w swym przedziałku” pojechała zaś dalej, gdzieś w kierunku Lublina… Dokąd zmierzała? Co stało się z jej klejem do tipsów, który uprzednio wylądował na spodniach? Czy dwie starsze panie, które podróżowały razem z nami same są skrytymi miłośniczkami rzucania bawełnianymi skarpetami po przedziale (tak jak nasza bohaterka), tylko się z tym kryły. I najważniejsze –

czy udało jej się wreszcie na dobre podciągnąć spodnie?

Czy mieliście kiedyś podobne przygody podróżując po Polsce? Jakie typy współpasażerów najbardziej zapadły Wam w pamięć? 😀

Ostatnio był Benedict Cumberbatch, dzisiaj Christoph Waltz i jego ekspresyjny Hans Landa. To tak na poprawę humoru i  pożegnanie, bo od jutra moje życie diametralnie się zmienia. NIC już nie będzie takie samo! 😉

Reklamy

3 replies

  1. 😀 😀 😀 Przybijam Ci wirtualną piątkę! Również w genach (po matce także) odziedziczyłam umiejętność przyciągania ciekawych elementów społecznych 😀 Oszalały biegnący hobo (patrz genialny filmik z jednego z odcinków Louie) – wpadnie na mnie. Pijak zataczający się po całej ulicy – wpadnie na mnie. Nakręcona starucha – wpadnie na mnie. Rozumiem wszystko. I trzecia reakcja boskiego Christopha jest mi niestety najbliższa, bo po latach bycia osaczoną przez Polaki wyrobiłam w sobie rodzaj mizantropii wobec obcych.

    • Wreszcie ktoś mnie rozumie :D:D
      Boski Christoph ze swoimi minami zdał mi się najlepszym podsumowaniem pociągowych przeżyć. Zaiste, dziwnych ludzi człowiek na swej drodze napotyka.
      Mizantropia jest ok, konieczna dla dobrego samopoczucia 😉
      Filmik niszczy 😀 Ale biegnący, wrzeszczący i celujący oskarżycielskim palcem we mnie człowiek – skąd ja to znam… 😉

Dodaj coś od siebie

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s