W świecie mrocznych majtek i miłości – „Gra o Ferrin” Katarzyny Michalak, recenzja

Czytam dobre książki.

Może i nie jestem skromna ale co tam. Dlaczego miałabym być, skoro to prawda? W naturalny sposób wychwytuje w księgarniach dna i kilometry mułu, odsiewam je z mojego pola widzenia zakupowego, przerzucając na czarną listę „uwaga, grozi szczękościskiem”. Moje lektury co prawda nie są zawsze na takim samym poziomie, rozpiętość gatunkowa obejmuje praktycznie wszystko ale ostatnią naprawdę kiepską książką (?) przeze mnie przeczytaną był jakiś Harlequin z serii Gorący Romans.

Miałam wtedy „naście” lat, czytałam go na głos z przyjaciółką, bodajże w pociągu. Ubaw przedni, polecam każdemu.

Dlatego też mam poczucie wrzucając recenzję po recenzji, że proponuję Wam książki, którym warto poświęcić czas chociażby po to, by wyrobić sobie własne zdanie. Czasem jednak trzeba się poświęcić. Czasem, odczuwając dotkliwie zalew peanów, pieśni pochwalnych i orgazmicznych prawie okrzyków uwielbienia trzeba poprawić przyłbicę i ruszyć na spotkanie czegoś, by coś przydybać i przestrzec inne dusze przed zgubą wieczną.

No, ale jak to rzekł Tomek Tomczyk wstając o 14.00 – nikt nie powiedział, że życie blogera będzie łatwe.

Przed Wami: „Gra o Ferrin”!

Gra o Ferrin Katarzyna Michalak Kroniki Ferrinu

AutorKasię, tfu, znaczy Katarzynę Michalak znacie? To ta pani, której Bogusie, Poczekajki, Jagódki, Kamilki i co tam jeszcze zalega na półkach w księgarniach jako flagowy produkt Znaku i Wydawnictwa Literackiego. To pani, która z pociesznych opowiastek o spełnianiu marzeń przerzuciła się na Greyowe popłuczyny (ze „złowróżbnymi członkami” w roli głównej) a następnie na fantastykę. I to nie byle jaką fantastykę! Książki z cyklu o Ferrinie zapowiadane są jako książka o emocjach tak wielkich, jakich zwykłe serce nie może wytrzymać, a jeden z pisarzy fantasy (podpisujący się enigmatycznie R.P) ukazuje ją jako wschodzącą na panteon gwiazdę, gotową przyćmić Sapkowskiego.

„Karolina,  lekarka pogotowia, jedzie ratować młodą samobójczynię. Nie przypuszcza, że za chwilę straci wszystkie bliskie osoby i cały jej świat legnie w gruzach. Nie mogąc się z tym pogodzić postanawia uciec do Ferrinu – magicznego świata, który znała z opowieści z dzieciństwa.  Wpada jednak w sam środek krwawej wojny. Karolina, która w Ferrinie zmienia się w Anaelę dell’Iderei, Gwiazdę Ferrinu, Pierwszą z Przepowiedni, staje się zakładnikiem sił dobra i zła. Kto stoi za Wielką Wojną, kto jest sojusznikiem, a kto wrogiem? Prawda, którą dziewczyna powoli odkrywa, mrozi krew w żyłach. Przepowiednia jest prawdziwa, ale jej wypełnienie będzie kosztować Anaelę więcej niż może ona dać. Anaela pozna niszcząca silę uczuć i stanie przed najtrudniejszym wyborem: jak kochać kogoś, kogo się nienawidzi;  jak rozróżnić przyjaciela od śmiertelnego wroga …”

Gotowi na przeżycie roku?

„Gra o Ferrin”, firmowana jako powieść, w swej istocie powieścią nie jest. To poradnik. Rewelacyjny poradnik, jak pisać książki, żeby wzbudzić w czytelnikach potrzebę uderzania czołem o płaskie powierzchnie w akcie rozpaczy. Pod tym względem mamy do czynienia z powieścią wybitną i ja wcale nie żartuję. W swej rycerskości nawet dokonam syntezy tych kilku punktów, które obligatoryjnie każdy pisarski Iwan Groźny winien w swej pracy zawrzeć.

1. Stwórz Heroinę, przed którą świat padnie na kolana. 

Bohaterka musi posiadać kilka istotnych cech. Po pierwsze, jest utajonym geniuszem. Ma 28 lat i pracuje jako wysoce wykwalifikowany anestezjolog walczący ze śmiercią w przemierzającym miasto ambulansie. Jeżeli czytelnik parający się matematyką w stopniu zaawansowanym (umiejący liczyć do 35) stwierdzi, że to niemożliwe – zignoruj. To jest Heroina. Ona może (ogólnie to może wszystko, ale do tego jeszcze dojdziemy).
Karolina jedzie na interwencje. Po zgrabnym wyskoku z karetki z szokiem stwierdza, że samobójczyni do której ją wezwano wygląda zupełnie jak ona. Kropla w kroplę. Mieszkająca po sąsiedzku nieznana siostra bliźniaczka rzuciła się z okna, po czym bezczelnie zmarła, co przyprawiło Heroinę o płacz, wołanie o sprawiedliwość do Boga Jedynego oraz pełne mocy wyznanie rzucone Wypalonemu Nieczułemu Dziadowi (inaczej: ordynatorowi):

Nigdy się nie nauczę [przegrywać – dop. mój] – odparła cicho. – Nie ze śmiercią.
Rozedrgana emocjonalnie Heroina rozważa w skrytości serca temat swojej nieżywej bliźniaczki, której nie znała ponieważ:
1) pochodzi z sierocińca
2) niezbyt chętnie wychodzi ze swojego mieszkania upstrzonego w jednorożce (które kocha! A one ją, zważywszy na dziewiczość jej serca)
3) czas wolny przeznacza na snucie fantazji o Ferrinie, wyśnionej krainie Elfów w której przybiera imię Anaela dell’Idarei, na uczeniu się magii i przyswajaniu jednego cytatu z Herberta.
Tworząc Heroinę, nie zapomnij dorzucić jej kilka charakterystycznych cech. Ogniście rude długie włosy (tak bardzo wyjątkowe w Ferrinie) i złoto-zielone oczy oraz smukłą sylwetkę, czyli fizjonomię wprawiającą każdego w zachwyt pominę. To oczywiste. Oprócz tego Najgłówniejsza z Bohaterek musi być Wybranką, która uratuje świat przed zagładą.
but I am the Chosen One_potter
Ma w sobie zatrważające moce, które sprawią, że jej wrogowie i adoratorzy padną na kolana (każdy w innym celu). Oprócz tego w swej wyjątkowości Karolina rozkochuje/powoduje wzwód u każdego napotkanego mężczyzny (czasem jedno i drugie). Ci chcą Heroinę albo zgwałcić, albo uratować przed gwałtem, albo po prostu uwić sobie z nią miłe gniazdko w jakieś leśniczówce pod Zamościem…yyyy…to nie ta książka. Ale sens chwytacie, prawda?

Trzeba pamiętać również o bezdennej głupocie Heroiny, która nie dość, że nie kłóci się z domniemanym geniuszem, to jeszcze do tego jest wybaczana wszem i wobec. Cały oddział zginął, bo Karolina/Anaela chciała popatrzeć na bitwę? Dajcie spokój dziewczynie, przecież to po prostu dziecięca ciekawość i niezmącone podejrzeniami serce (oraz niezmącony myślą umysł) popchnął do ignorowania próśb, gróźb i ryzykowania życia kompanów. Cała prowincja została wyrżnięta w pień, ponieważ Anaela wpuściła wroga ukrytym wejściem? Ups! Ale intencje były szczere i dobre – chciała uratować jednego z tych od leśniczówki. Poza tym później pomogła bezboleśnie przenieść się na tamten świat śmiertelnie rannym – z czym macie problem?

2. Stwórz Tego Złego od Kisielu w Majtkach

Przepis na tego złego jest prosty. Ma być seksowny. Ma być mroczny niczym bielizna Severusa Snape’a wyprana w Perwollu po zmroku. Ma mieć dramatyczną, choć skrywaną przed czytelnikiem przeszłość. Ma mieć władzę. Powinien być okrutnikiem, ale z honorem. Wszyscy winni go nienawidzić i chcieć zamordować, oprócz głównej bohaterki, której Ten Zły od Kisielu w Majtkach jest drugą połową duszy i serca. A, i powinien jednocześnie jej pragnąć, ale też w skrytości przeżywać, że takiej obmierzłej kreatury o fantastycznie wyprofilowanym torsie i kurwikach w oczach to ona na pewno nie zechce.
Dla uczniów bez polotu, podpowiedź od Mistrzyni:

Niecierpliwym ruchem dłoni o czterech długich, smukłych palcach, zdradzających elfie pochodzenie, odgarnął sklejone potem włosy, które okalały jego śniadą twarz o rysach szlachetnych i doskonałych. Zbyt doskonałych. Zdobiący czoło diadem ferrińskich książąt błysnął w blasku ogniska, oznajmiając wszem i wobec, że mają przed sobą właśnie jego: zdrajcę, mieszańca, bękarta. Sellinarisa WeddSa’arda. Władcę Darrakii.

Oczywiście Ten Zły od Kisielu nie jest tak naprawdę zły. Jest zdeprawowany, ale jego zło pochodzi z zewnątrz, jest wynikiem trudnego wyboru dokonanego przed laty. Prawdziwym źródłem zła jest mag stojący w cieniu Sellinarisa, Michalus Vervain, którego główną cechą jest to, że jest przez całą książkę opisywany jako obrzydliwy lubieżnik, podobny do sępa i o oczach rekina. Taka bestia.

3. Stwórz bohaterów drugoplanowych, ale nie przejmuj się za bardzo.

Dobra książka fantasy ma to do siebie, że mamy głównych bohaterów a potem dłuuugo, dłuuugo nic. Pozostałe istoty charakteryzują się bezpłciowością totalną, przychodzą i odchodzą (najczęściej umierają z winy Anaeli lub Sellinarisa). Ci źli spędzają czas na knuciu i seksie, ci dobrzy na adorowaniu Anaeli, ratowaniu świata lub snuciu się gdzieś po kątach. Umówmy się – nie są aż tak potrzebni, by poprowadzić wątek. Dlatego też można ich szybko uśmiercić. Albo pognębić, a potem uśmiercić.

4. Stwórz świat, ale naprawdę, dużo czasu na to nie poświęcaj. 

Mamy Ferrin, Darrakię, Kyrenię i Alderię, wraz z jej dwiema prowincjami, które zresztą szybko zostają zajęte. Albo nie: mamy Pipidówek Mniejszy w kilku odsłonach. Cechą charakterystyczną tych krain jest to, że są. W dużej mierze składają się z zamków, w których Anaela pojawia się żeby leczyć, wpuszczać wrogie wojska, siedzieć w lochach lub prowadzić rozważania podczas kąpieli. Ewentualnie próbuje pozyskać sojuszników (a kończy się to jak zawsze próbą gwałtu lub potyczką o Anaelę). Dodatkowo, ponieważ jesteś – wzorem Mistrzyni – nową gwiazdą w fantastycznym panteonie: śmiało, pofolguj sobie. Niech kobiety w Ferrinie to będą nie elfki ale elfie. Ludzie-smoki? Krasnoludy-górale o tęczowych brodach, które każde zdanie kończą swojskim „hej!”? Główna bohaterka nie zna się na magii, leczeniu, słowem: jest zupełnie nieprzydatnym Wybrańcem? Co za problem – król elfów robi jej leczenie kanałowe, to jest za pomocą transu przelewa do jej mózgu tysiące lat wiedzy elfów, ludzi, czarodziejek. Dodatkowo budzi w niej, uwaga uwaga – MAGIĘ MIŁOŚCI, która sprawia, że Anaela może rozkochać w sobie każdego mężczyznę. I zgadnijcie, o kogo królowi elfów chodzi….
Czytelnicy załamują ręce, że to lenistwo, że nie chciało ci się poświęcić czasu, że nielogiczności i bezsensy się mnożą niczym przymiotniki w tej recenzji? Hola, przyuważ z kim fruwasz. Tutaj nowy Sapek na tronie!

5. Baw się językiem!

Świat fantasy rządzi się swoimi prawami. Żeby uniknąć sytuacji, w której czytelnik mógłby pomylić miejsce akcji z takim, dajmy na to, Niestachowem (wieś pod Kielcami), trzeba używać odpowiedniego słownictwa. Kluczowe jest:

1) używanie podwójnych spółgłosek i apostrofów: Sellinaris, dell’Soll, dell’Idarei, Agnessa de Sade. Nie zapominajcie o apostrofach. To naprawdę poważna sprawa.
2) smokoludzie zawsze syczą, a górale kończą zdanie przaśnym „Hej!”. Zawsze. Nawet jeżeli są krasnoludami z tęczowymi brodami. Pozostali mówią dokładnie w ten sam sposób. Czasem rzucą soczystym „Dass’rat!” (pamiętacie punkt pierwszy?). Niekiedy gwarą. A ten zły podwaja „r”, jak wszystkie sępy i rekiny.
3) Humor odrywa od głównego wątku, skupmy się więc na ewentualnej bieliźnie Anaeli (która tajemniczo wychynie spod sukni). Albo nazywaniu jednorożca konikiem. Po raz enty.
4) Nie utrudniaj. Jeżeli wieszczka, to Kasandra. Jeżeli lubieżna czarodziejka z wiecznie rozłożonymi nogami, to Agnessa de Sade. Jeżeli ciotka Maryla w naszym świecie, to Amarilla w Ferrinie. Dobry świat: Eden, zły: Tartar. Nie męcz czytelników.

6. Daj spokój fabule.

Serio, odpuść. Niech nic się nie dzieje. Niech perypetie głównej bohaterki ciągną się niczym romanse Forresterów. Płacze, mdleje, wpada między bijących się o nią mężczyzn, oddział ginie, prowincja ginie, nieistotni bohaterowie giną, Sellinaris śni o Anaeli, ona wyznaje mu miłość, płonąc z pożądania. Po drodze niby świat się wali, niby jacyś bogowie toczą walkę ale tak poważnie – kogo to interesuje. To jest pełnokrwiste fantasy, a nie jakieś wynurzenia wujka w kaszkiecie i z białą brodą.
Niech najciekawsze strony książki będą pod sam koniec. Jako retrospekcja. Bez głównej bohaterki. Niech rozgrzeszą Sellinarisa, by ten mógł oddawać swój umięśniony tors Anaeli już bez cierpiętniczo-okrutnych wyrzutów.

7. Kopiuj. Przecież do tej pory działało.

No, pewnie kilka powieści już za tobą, co? Nie krępuj się, garściami czerp wątki. Przecież nikt nie zarzuci ci plagiatu z samego siebie. Niechże zatem główna bohaterka będzie rudowłosa jak jej koleżanka z „Poczekajki”. Pierwsza miłość nazywa się Amre? Pokój w jednorożce? Wiedźma Berenika? Magiczne rytuały? Szczęśliwe zakończenie w domku w lesie? „Bądź wierna. Idź” kierowało już jedną bohaterką, czemu nie kolejną? Skoro wcześniej się przyjęło, to wersji fantasy, lekko podrasowane spółgłoskami, też powinno podziałać.

Ja wykrwawiam oczy nad „Grą o Ferrin” a tu już drugi tom w księgarniach. Znów prominentne wydawnictwa, których książki cenię, stawiają tę szmirę na półkach, tuż obok laureatek nagrody NIKE, tuż obok świetnych opracowań historycznych. Podnoszę zatem przyłbicę, zdejmuję hełm i pytam grzecznie, cytując klasyków (i nie, nie jest to Herbert).

Czy tobie czasem, AutorKasiu, sufit na łeb się nie spadł?

A jakie Wy znacie literackie maszkarony? 🙂

Reklamy

27 replies

  1. „Rewelacyjny poradnik, jak pisać książki, żeby wzbudzić w czytelnikach potrzebę uderzania czołem o płaskie powierzchnie w akcie rozpaczy.” – tutaj po raz trzeci leże i kwiczę 😀
    Wspaniałe, wyborne, wyborne i jeszcze rewelacyjne. Polecam zajrzeć do Niezatapialnej Armady, gdzie spotkasz analizę „Bezdomnej” – wisienka na torcie.
    Szczerze mówiąc myślałam, że AutorKasia to własnie wytwór analizatorów… serio?
    Jedyna nieścisłość (która może jest spowodowana moją sklerozą, pozwalającą na mylenie faktów) to kolejność wymienianych pozycji – znaczy się „Grę o Ferrin” autorka, chyba napisała przed wszystkimi poczekajkami, teraz zaś uraczyła nas drugą częścią.
    Twój wpis to hit sezonu 🙂

    • Dzięki 😀 Niezatapialną znam, analiza „Bezdomnej” miodna. Tę książkę, trochę z innej perspektywy przeżuł również Trzyczęściowy garnitur: http://trzyczesciowygarnitur.blogspot.com/2013/06/jak-nie-pisac-o-problemach-spoecznych.html a „Poczekajkę” i „Nadzieję” bezbłędna Królowa Matka (link w tekście). Niestety nie jest to wymysł, a całkiem realna pisarka, której obecność na Targach Książki doprowadzała mnie do szału.
      O popatrz, nie wiedziałam – masz może źródło tej informacji? Muszę to koniecznie sprawdzić! Zmienia to koncepcję ze : „Ferrin zgapia z Poczekajki” na „Poczekajka zgapia z Ferrinu”. Ach, to nowatorstwo! 😉

      • O, idę czytać 😀 To co jest napisane na Trzyczęściowym Garniturze, może wstrząsnąć. O treściach na temat poruszanych problemów już wiele słyszałam, ale że to taki cham i prostak i potrafi człowiekowi cisnąc, jak jej nie spasuje… nie ma to jak inteligentny człowiek, po studiach, na poziomie, po 40! Komentarze czytelników również otwierają oczy, momentami wzbudzają niesmak – serio pisała sobie chwalebne komentarze z różnych kont? Szlachetna i wielka AutorKasia? Gdyby nie to, że ma tyle lat ile ma, można by ją publikować na stronie Beka z nastolatek 😀

      • Problem z Katarzyną Michalak polega na tym, że ona pisze o sobie. O swoim „ja idealnym”, o sobie jako bohaterce przeróżnych światów. Ponieważ bohaterki są w istocie swoimi kalkami a w swej podstawie kalkami pani M., ona nie może zdzierżyć, że ktoś może krytykować jej powieści. Bo to tak, jakby krytykował ją jako człowieka, już tam pal licho pisarkę.
        Wsadzanie siebie do powieści jest po prostu żałosne, nieprzyjmowanie krytyki w żadnej wersji również. Zerknij jeszcze tu: http://polaherbaciane.blogspot.com/2013/04/krolowa-matka-znowu-szarga.html Królowa Matka wylicza, w jakich wydaniach AutorKasia pojawia się w JEDNEJ tylko ze swoich książek.
        Oj tak, beka z nastolatek jak się patrzy 😀

      • Ja czytałam chyba cztery jej książki – jedna mi się nawet podobała i nieźle się uśmiałam, druga poraziła mnie naiwnością, jej kontynuacji mało co nie przypłaciłam solidnym bełtem, w czwartej była jakaś Liliana – trafiła do kotłowni, innej drogi nie było. Też miałam bekę, z tego że wsadza siebie do książek (niby to takie kuul i fajnee), jako osobę, która „interweniuje” – no lać i walić głową w ścianę to mało 😀 Wolę już Harlequiny czytać – czasem nawet trafi się ze zjadliwą treścią, choć od podstawówki nie próbowałam 😛

      • Jestem szczerze – naprawdę szczerze – wzruszona nazwaniem mnie „bezbłędną” (ja osobiście uważam, że moja analiza „Poczekajki” była za długa, ale usiłowanie streszczenia wszystkich, ekhm, faktów mnie przerosło), ale musze sprostować – to nie ja analizowałam „Nadzieję”, to Zwierz. Ja po „Poczekajce” usilowałam zmóc jeszcze „Mistrza”, a potem „Czarnego Księcia”, żeby zapoznać się z erotykami produkcji AutorKasi, ale nie dałam rady.

        Obiecałam sobie nie sięgać więcej po panią Michalak, bo mi po niej zwoje mózgowe parują, wyjątek zrobię (co sobie obiecalam) tylko dla książki o Powstaniu Warszawskim (mam już wymyślona treść, bardzo jestem ciekawa, ile zgadłam :D), a potem porzucić panią KM na wieki :).

        Na ciebie patrzę w niemym podziwie – żeby ruszyć na Ferrin to trzeba miec straceńczą odwagę!

      • O matko, Królowa Matka na moim blogu! Kłaniam się nisko w podziwie i szoku! 🙂
        Przepraszam za zamieszanie tekstowe, śledzę już od pewnego czasu wszelakie wynurzenia krytyczne na temat prozy AutorKasi i stąd ta pomyłka. Ach, „Czarny Książe”. Przy tym cytacie:

        „Dłoń popełzła w dół. Głos hipnotyzował:
        – Ciii, cicho, dziecinko, spokojnie. Anka umyje maleńką cipusię. Anka zrobi dziecince dobrze. Rozewrzyj udka, kochana, wpuść Ankę, umyjemy dziewczynkę…”

        stwierdziłam, że moje fale mózgowe wiją się jak wyłowione piskorze. Nie zdzierżyłam.
        Książka o Powstaniu Warszawskim?! Autorstwa KM? Czy świat się kończy? Gdzie jest informacja o tym?!

        Bardzo dziękuję, sama się sobie dziwię, że wytrwałam miast cisnąć w kąt (ale czytnika trochę szkoda)

      • A naści, proszę link, sama ałtorka o tym mówi: http://ksiazki.onet.pl/katarzyna-michalak-nie-potrafie-pisac-ksiazek-plaskich-emocjonalnie/k0204

        Żebyś się nie musiała męczyć i brnąc przez calość (chociaz uwagi o tym, jak wielką pani ałtorka ma wrazliwość sa bezcenne doprawdy) możesz od razu przelecieć na koniec, w ostatniej wypowiedzi jest podany tytuł…

        A tu pani KM podaje plan wydawniczy, ksiązka o Powstaniu przewidziana na sierpien, czyli okrągłą rocznicę…

        http://katarzynamichalak.blogspot.com/2012/08/plan-na-rok-2013.html

        Natychmiast, gdy się tylko o tym dowiedziałam przysiegłam sobie, że TO JEDNO przeczytam na pewno!

      • W takim razie skoro masz zamiar to przeczytać (i mam nadzieję później zanalizować) chyba osobiście napiszę do KM o przyśpieszenie produkcji. Skoro i tak pisze książki taśmowo, niechby trochę podkręciła tempo.

        Co do wywiadu: Mam również dar stawania się bohaterami moich książek. […]ja całkowicie przeistaczam się w postaci opisywane w książce […] bohaterów książkowych jest kilku, czy kilkunastu i każdego muszę obdarzyć cząstką siebie. Każdym muszę się stać, by był prawdziwy, realny.

        I wszystko jasne 😀

  2. Ja bym jej nawet kijem nie tknęła, nawet, żeby się pośmiać 😉 Jest to niestety żałość naszych czasów… nie do pokonania. Tym bardziej, że trzepie kasę na prawo i lewo, 5 książek rocznie wydaje i ludzie ją czytają. Bardzo smutne.

    • Istotnie, to jest bardzo smutne. Nawet wczoraj, jeszcze przed napisaniem recenzji dyskutowaliśmy z przyjaciółmi w czwórkę, czy takie książki warto recenzować/analizowac/mieszać z błotem czy też może lepszym rozwiązaniem byłoby całkowite ignorowanie i udawanie, że czegoś takiego jak Autorkasia z jej książkami nie ma. Z drugiej strony, jeśli ta pani nie dopuszcza do siebie absolutnie żadnej krytyki (patrz „Rok w Poziomce”) i komentarze na blogu, to może zamiast ignorowania trzeba dać zmasowany odpór i włączyć sygnał alarmowy? Sama nie wiem, która opcja jest odpowiednia.

      • Ja bym zignorowała 🙂 Jest teraz tyle słabizny promowanej chorobliwie, że każda promocja im robi dobrze – szczególnie ta negatywna, bo od razu włącza falę „obsesyjnych czytelniczek”, które myślą, że jak rzucą się z zębami na krytyków, to dostaną od autorki darmową książkę, albo chociaż zakładkę reklamową. Takie typy jak ta pseudo-pisarka nie zaistnieją w historii literatury, chyba że wszystkie pod wspólnym wpisem „Panny Nikt”. 🙂 Nie warto się truć, bo one się właśnie tą trucizną karmią 😀

  3. Nie zabierałam się za Kasię nigdy, ale słyszałam, że okrutne popłuczyny i tutaj mam na to kolejny dowód 😉 Literackie maszkarony? Ostatnio czytane przeze mnie „Pół litra na krawędzi” i znienawidzona przeze mnie „Awantura na moście”. A generalnie tak jak Ty – uważam, że czytam dobre książki ;)Czyli przesiewam je i raczej chwytam za te z pozytywnymi opiniami 🙂

  4. W pierwszej chwili rozkminiałam, czy to aby nie opis kolejnego fanfika napisanego przez trzynastolatkę (bo tym mi zaleciało, szczególnie przy opisie głównej bohaterki). Ale nie, wychodzi na to, że to jednak o książce. A zastanawiałam się, czemu odbierałam od tej książki negatywne wibracje gdy mijałam ją stojącą na półce w księgarniach… Nie powiem, uśmiałam się przy tym poście, poprawił mi nastrój 🙂

  5. Lepiej późno niż wcale – czysta doskonałość. Twój tekst, nie książka, ofkors… choć teraz wydaje mi się toto tak złe, że aż chciałabym przeczytać dla czystej perwersji czytania złych rzeczy 😀 (w tem celu planuję też przekartkować „Touched by Venom”, ale nie wiem, czy zdzierżę).
    A w kwestii poradnikowej: znasz ten oto? Może bez dawki płonącego pożądania, niemniej widzę pewne podobieństwa ^^ http://nonsensopedia.wikia.com/wiki/Poradnik:Jak_napisa%C4%87_fantastyczn%C4%85_ksi%C4%85%C5%BCk%C4%99_fantasy

    • Dziękuję 😀 „Gra o Ferrin” jest świetna, jeśli masz ochotę załapać głupawkę. Przebija nawet równie sławetną „Poczekajkę”. Ale tylko, jeśli masz trochę czasu do zabicia i nie boisz się odcisków na czole od facepalm’ów ;D
      „Touched by Venom” – a cóż to?
      Kurczę, nie znałam tego. Ale poradnik przedni, nic tylko bestsellery pisać. Z nonsensopedii uwielbiam spis babci autobusowych 😉

      • Powiem tak.
        Muszę to przeczytać jeszcze raz, na spokojnie, w zaciszu domowym i herbatą w ramach polepszacza samopoczucia. Zaopatrzę się również w silny krem przeciwzmarszczkowy, co by moje unoszące się nieustannie podczas lektury brwi nie zrobiły mi rolady z czoła.
        Seks oralny ze smokami. A myślałam, że to ja jestem perwersyjna 😀

  6. PS. A co do „Touched by Venom” – nie dotarłam do świętokradczo-bluźnierczych-perwersyjnych aktów okołosmoczych, bo taka szmira słaba, że mi się nawet brwi unosić nie chciało ^^

Dodaj coś od siebie

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s